Niskie ligi na wysokich obrotach

Wiele mówi się obecnie o najlepszych ligach europejskich. O tym jak piłkarze przygotowują się na powrót rozgrywek, o decyzjach dotyczących wznowienia sezonu i o tym jakie środki bezpieczeństwa należy zachować. Czy sytuacja wygląda tak samo w ligach niższych? Poruszyłam ten temat w rozmowie z Łukaszem Pachelskim - trenerem zespołu City Wilanów.


Na początek jakbyś mógł powiedzieć czytelnikom parę słów o Twojej przygodzie z piłką nożną i byciem trenerem, gdzie zdobywałeś doświadczenie trenerskie?

- Od około 7 lat jestem trenerem, posiadam licencje trenerską UEFA A. Bardzo lubię tę pracę, jest to zdecydowanie moja największa pasja i hobby oraz bardzo istotna część mojego życia. Obecnie pracuję w Legii Warszawa z młodzieżą w roczniku U-14 oraz w City Wilanów jako pierwszy trener. Wcześniej pracowałem w kilku klubach między innymi w MKS Piaseczno, UKS Varsovia, SEMP Ursynów.

Bliżej Ci do bycia trenerem niż do bycia aktywnym zawodnikiem na boisku?

- Próbowałem zostać zawodnikiem, tak jak wielu trenerów na początku. Z reguły to jest pierwsze marzenie dla każdego chłopaka i dla mnie też takie było. Zabrakło dobrego pokierowania ścieżką kariery, po drodze pojawiła się również poważna kontuzja kolana, wymagająca operacji, aczkolwiek nie chcę zrzucać na to winy bo przyznaje, że też zabrakło determinacji z mojej strony. Chciałem być piłkarzem, ale w dobrym momencie mojego życia odkryłem, że bycie trenerem to chyba jeszcze coś lepszego. Jak patrzę na to z perspektywy czasu to nawet się cieszę, że nie jestem zawodnikiem tylko trenerem. Jest to coś w czym zdecydowanie się odnajduję i bardzo lubię to robić.

Można powiedzieć, że nie najlepiej pokierowałeś swoją karierą piłkarską, a teraz pomagasz w tym innym, ucząc ich na swoich błędach?

- Możesz tak to zapisać :)

Opowiedz proszę paroma słowami o City Wilanów.

- Jest to wyjątkowy klub, nie ma takiego drugiego na mapie Polski. Bardzo stawiamy na to, żeby wyróżniać się nie tylko pod kątem wyników, chociaż oczywiście jest to główna myśl. Chcemy też zmieniać oblicze piłki nożnej w Polsce w sferze pozaboiskowej. Bardzo stawiamy na takie wartości jak szacunek do siebie nawzajem, do sędziego, do przeciwnika, ale też na rodzinną atmosferę w drużynie i na meczach. Mamy dużo pomysłów odnośnie tego jak powinny wyglądać nasze mecze, treningi i jak będziemy angażować całą społeczność. Jednym z takich inicjatyw jest zorganizowana opieka nad dziećmi podczas meczów, tak żeby też rodzice mogli fajnie spędzić czas. Nie chcemy być przeciętnym klubem jak wiele innych. Staramy się być wyjątkowym zespołem i przynajmniej teraz, na początku naszej drogi widzimy, że tak właśnie jest. Po pierwsze - osiągamy bardzo dobre wyniki na boisku, a po drugie - tworzymy wyjątkową atmosferę szacunku do siebie i innych. Co ciekawe przeprowadziliśmy ankietę, w której zadaliśmy zawodnikom pytanie dlaczego grają w City Wilanów i przeżyłem bardzo duży szok. Myślałem, że większość zawodników wskaże możliwość awansu. W końcu jesteśmy mocnym, dobrym zespołem, na pierwszym miejscu w tabeli i szanse na awans są duże. Dla mnie, jako osoby, która lubi piąć się po kolejnych szczeblach to właśnie jest największą motywacją. Tymczasem ogromna większość, około 95% zawodników powiedziała, że dla nich głównym dopingiem jest atmosfera w naszym zespole. To też świadczy o tym, że idziemy w fajnym kierunku.

Fajnie się tego słucha ale powiedz jak to wygląda w praktyce? Jak udaje Ci się ogarnąć grupę dorosłych facetów, z których każdy ma swój temperament, zdanie, pomysł na grę, na ćwiczenia?

- Oczywiście tego się nie da samemu ogarnąć i moja osoba to za mało, żeby tworzyć klimat i kulturę zespołu. Do tego potrzeba zdecydowanie większej grupy ludzi. Prawdę mówiąc rzadko kiedy można spotkać klub, gdzie jest tak duże zaangażowanie wśród wszystkich, zarówno wśród sztabu szkoleniowego, jak i wśród zawodników. Teraz w okresie epidemii dużo rzeczy staraliśmy się porządkować w klubie i spora część zawodników zgłosiła się do różnych zadań. Przykładowo, są osoby odpowiedzialne za media społecznościowe - robią to w na prawdę świetny sposób. Z tego miejsca polecam gorąco zajrzeć na nasz profil na Facebooku i obejrzeć filmiki, które tworzą nasi zawodnicy. Uruchomiliśmy też profil na platformie Patronite, gdzie można wspierać finansowo nasz klub. Bardzo dużo osób jest zaangażowanych, współtworzących wizje i wszystkie wartości, o których mówimy. Ustalamy je wspólnie, rozmawiamy o nich i nikt niczego nie narzuca odgórnie. W ten sposób jesteśmy my, jako całość. Oczywiście do ideału wiele nam jeszcze brakuje i są zachowania, które mi się nie podobają. Jesteśmy w procesie. To nie jest tak, że wszystko jest pięknie.

Czyli masz ułatwione zadanie jako trener bo masz zdyscyplinowanych i zaangażowanych zawodników?

- Mam bardzo ułatwione zadanie! Mamy świetny sztab szkoleniowy, czterech trenerów wokół mnie, którzy pracują wolontaryjnie, ale są bardzo aktywni. Mamy bardzo fajnego prezesa, który jest mistrzem marketingu, sponsoringu oraz świetnym wizjonerem. I mamy przede wszystkim genialnych zawodników. Nie mówię tego żeby słodzić. Na prawdę mamy ambitną drużynę, która chcę to wszystko współtworzyć i wychodzi z inicjatywami. No i dzięki temu moje zadanie to właściwie tylko ukierunkowanie ich i interweniowanie jeśli coś idzie w złą stronę. Na szczęście nie dzieje się to zbyt często.

Nawiązując do słodzenia zawodnikom: krąży opinia, że piłkarze z niższych lig nic nie robią w okresie pandemii. Czy to prawda?

- Patrząc na naszą drużynę muszę zaprzeczyć tym panującym opiniom. Mamy bardzo zaangażowaną grupę, co pokazują również w okresie pandemii. Obecnie organizujemy różnego typu zadania, które zawodnicy wykonują podczas tygodnia. Monitorujemy ich działania pod kątem treningu technicznego, biegowego oraz siłowego. Nasi zawodnicy wykonali już blisko 500 jednostek treningowych w okresie kwarantanny. Po wykonaniu ćwiczeń wrzucają krótki filmik z tego jak trenowali i uzupełniają tabele. W ten sposób sprawdzamy ich postępy. Wprowadziliśmy też element rywalizacji, zawodnicy są podzieleni na trzy grupy, z czego każda ma swojego kapitana. Za każde wykonane zadanie, trening czy challenge otrzymują punkty. Zawodnicy konkurują między grupami i wzajemnie siebie motywują. Oczywiście różnie to wychodzi, w zależności od zawodnika. Wiadomo, że zdarzają się różne sytuacje życiowe, ale ogólnie jestem bardzo zadowolony z chłopaków. Naszą dużą rolą jako sztabu szkoleniowego jest teraz podtrzymywanie ich motywacji i inspirowanie zawodników do tego, żeby utrzymywali aktywność fizyczną. Wierzę w to, że sportowiec musi pracować przez cały rok, niezależnie od tego w jakim momencie sezonu się znajduje. Dotyczy to również przerwy w rozgrywkach.

Czyli rozumiem, że monitorujesz w jakiś sposób postępy zawodników i jesteś z nimi w stałym kontakcie w tej sytuacji?

- Jestem typem kontrolera, ale staram się wychodzić z tej roli, bo ona często nie jest dobra. Moją rolą teraz jest bardziej motywowanie i inspirowanie zawodników, dawanie im różnych możliwości i różnych form rywalizacji. Oczywiście co tydzień musimy zsumować punkty i sprawdzić kto wygrał. Dzięki temu widzimy też kto, ile treningów odbył. Ale głównym celem tego nie jest kontrolowanie, tylko dawanie inspiracji, zachęty zawodnikom. Jeśli któryś z chłopaków nie przykłada się do treningów, ale widzi, że jego kolega aktywnie realizuje zadania, to jest to dla niego motywujące. Tak samo nakręca zawodnika grupa, by poprawić wynik i znaleźć się jako zespół na pierwszym miejscu w challenge'u. I temu głównie służy ten monitoring, a nie temu, żebyśmy się do czegoś zmuszali.

Sprawdza się?

- Trzeba by zapytać zawodników. Dla mnie jest to satysfakcjonujące. Oczywiście w każdym tygodniu muszę to weryfikować, sprawdzać czy działa i wymyślać nowe rzeczy tak, żeby nie było to nużące dla zawodników. Mimo wszystko dajemy sobie też tygodnie przerw, w których pracujemy nad dyscypliną czy wyrabianiem dobrych nawyków. Przykładowo, w jednym tygodniu zadaniem zawodników było wybranie rzeczy, którą lubią robić i z niej zrezygnować np. z oglądania telewizji. A potem w drugą stronę - wybrać rzecz, której nie lubią robić, ale jest ona pożyteczna, chociażby mycie naczyń. Robiliśmy sobie taki tydzień odetchnięcia od treningów, a rozwijaliśmy aspekt mentalny w luźniejszej formie.

Można zatem stwierdzić, że dobrze radzicie sobie w tym trudnym okresie?

- Nigdy nic nie jest zero-jedynkowe. Zawsze może być lepiej i nie mówię, że wszystko jest idealne. W naszym zespole mamy trzy główne wartości - szacunek, drużyna i zaangażowanie. Staramy się nimi kierować cały czas, również w codziennym życiu. Dotyczy to także okresu epidemii, gdzie szacunek objawia się słuchaniem tego co komunikuję zawodnikom. Z kolei jeśli zawodnik mówi, że z jakiś powodów nie będzie mógł czegoś zrobić, to ja szanuję jego powody. We wszystkich działaniach jesteśmy drużyną i wspieramy się mimo, że jesteśmy podzieleni na grupy, w których rywalizujemy. No i przede wszystkim jesteśmy zaangażowani - w okresie kwarantanny przez komputer.

Wolicie teraz zakończyć sezon z pewnym awansem, czy dokończyć ryzykując utratę pozycji lidera?

- Mogę powiedzieć co ja bym wolał. Nie będę wypowiadać się za innych członków zespołu. Bardzo bym chciał dograć ten sezon. Uważam, że w pierwszej rundzie, chociaż mecze wygrywaliśmy, to nie było to takie proste. Dużo zwycięstw udało nam się wyszarpać. Mieliśmy jednak dużo czasu na dopracowanie umiejętności i udało nam się rozegrać parę

sparingów z zespołami z wyższych lig. Mam wrażenie, że w tych spotkaniach bardzo dobrze nam szło i zrobiliśmy duży progres. Miałem więc przekonanie, że to będzie na prawdę dobra runda w naszym wykonaniu. Bardzo ciekawiło mnie, czy mój "nos trenerski" się sprawdzi i czy rzeczywiście będziemy potrafili zdominować przeciwników, z którymi wcześniej toczyliśmy wyrównane pojedynki. Był to dla mnie duży cios, że nie padnie odpowiedź na moje pytania i nie zobaczymy, jaka jest różnica w naszej grze.

Jak prognozujesz, kiedy wrócicie do sparingów, treningów, meczów i w ogóle na boisko?


- Do treningów wracamy 4 maja. Chcemy zacząć trenować w małych grupach, stosując się do zalecanego reżimu sanitarnego. Pracujemy nad tym, żeby przygotować odpowiednio boiska i wszystko mądrze zorganizować. Mamy w kadrze aż 43-ech zawodników, a jednocześnie może trenować tylko 6-ciu, więc musimy jakoś mądrze to podzielić. Jesteśmy teraz na etapie rozeznania, pytamy zawodników kto jest chętny i gotowy do treningów, które początkowo oczywiście nie będą obowiązkowe. Każdy jest w innej sytuacji i inaczej podchodzi do epidemii. Dajemy dużą swobodę i staramy się dopasować do potrzeb zawodników, ale też do naszych możliwości. Jest sporo niewiadomych. Niemniej jednak chcemy wystartować z treningami jak najszybciej. A kiedy wystartuje liga? To jest pytanie, na które nikt nie zna odpowiedzi. Czekamy do 11 maja, kiedy PZPN ogłosi finalną decyzję. Wydaje mi się jednak, że niestety ta runda nie zostanie dokończona. Będziemy się modlić, żeby nie anulowali sezonu, ale to już nie od nas zależy.


Czy coś się zmieni po powrocie? Czy ta przerwa wpłynie na jakość rozgrywek?

- Na pewno będzie to odczuwalne, że będziemy po kilku miesiącach bez grania. Automatyzmy, które staraliśmy się wypracować będą pewnie budowane od początku. Jesteśmy jednak na to przygotowani. Mamy już opracowany plan, w jaki sposób będziemy dalej działać, jesteśmy w ciągłym kontakcie z drużyną. Staramy się podtrzymywać formę fizyczną i ciągle przypominać zawodnikom co w ogóle robiliśmy, by mieli to cały czas na uwadze. Jesteśmy właśnie na etapie przygotowania naszego modelu gry na bazie materiałów wideo z zeszłego sezonu. Mamy nadzieję, że w jakimś stopniu zostanie to w głowach zawodników. Wiemy natomiast, że na komputerze wszystko łatwo pokazać, a boisko wszystko będzie weryfikowało.

Jeśli zdarzyłoby się tak, że ta runda zostanie uznana i awansujecie, bierzecie pod uwagę to, że wrócicie bez formy i nie poradzicie sobie w A klasie?

- Tak jak mówiłem, w okresie przygotowawczym, który był tuż przed epidemią rozegraliśmy parę sparingów, większość właśnie z zespołami A klasy. Było to też pewnego rodzaju przygotowanie przed ewentualnym awansem i kolejnym krokiem. Tak na prawdę nie chcemy się zatrzymywać, utrzymanie się w A klasie nie będzie nas interesowało, tylko kolejny awans. Powoli szykujemy się więc na następny sezon. Temu właśnie podporządkowane były te sparingi. Były one bardzo obiecujące, potrafiliśmy grać na wyższym poziomie, jak równy z równym, a często nawet byliśmy stroną dominującą. Myślę więc, że nasi zawodnicy są w stanie rywalizować z tymi zespołami, chociaż tak na prawdę powrót na boisko będzie dużą niewiadomą. Tak jak mówisz, nagle wrócimy i znajdziemy się w innej lidze, a ja też nie jestem pewien, jak trenują inne zespoły. Nie mam kompletnie wglądu do tego, jak wyglądają teraz inne drużyny, nie mogę ich obserwować regularnie. Nie wiem czego się spodziewać po naszych najbliższych przeciwnikach. Jest więc dużo znaków zapytania. Ale ja wierzę w naszą pracę i musimy dawać z siebie wszystko, jako sztab szkoleniowy i jako zawodnicy, a potem po prostu oczekiwać na efekty.

Rozwijacie się, prawdopodobnie awansujecie, idzie Wam coraz lepiej. Celem jest Ekstraklasa?

- Mamy bardzo fajną wizję awansu i obraliśmy cel - 10 lat do Ekstraklasy. Oczywiście nikomu się to wcześniej nie udało, ale ktoś musi być pierwszy i mam nadzieję, że będziemy to my. Na pierwszy rzut oka ta wizja może wydawać się całkowicie nierealna, ale ja w nią bardzo mocno wierzę i mam w środku przekonanie, że się uda. Dużą nadzieją napawa mnie fakt, że nie jestem w tym sam...

/ Łukasz Pachelski - pierwszy trener, City Wilanów

0 wyświetlenia
  • Facebook Szpilki na trybunach
  • Instagram Szpilki na trybunach
  • Twitter Szpilki na trybunach

©2020 by Szpilki na trybunach. Stworzone przy pomocy Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now