Maja - druga połowa Bartosza Bereszyńskiego


Bartosz Bereszyński - wielokrotny reprezentant Polski, gracz takich klubów jak Lech Poznań, Legia Warszawa, a obecnie Sampdoria - może pochwalić się nie tylko osiągnięciami na boisku, ale także piękną, zdolną i pracowitą narzeczoną - Mają, która opowiedziałam nam o tym, jak wygląda ich życie. Cudowny syn, kariera sportowa, własny biznes, ciągły rozwój oraz mnóstwo pasji i miłości pod jednym dachem!



Czy jest Pani Fanem piłki nożnej?


- Zanim poznałam Bartka nie interesowałam się tematem piłki nożnej. Obecnie można powiedzieć, że orientuję się w tym temacie.


Jak poznała Pani Bartka?


- Poznaliśmy się 8 lat temu, całkiem przypadkiem, przez wspólnych znajomych.


Czy życie z piłkarzem jest trudne?


- Każdy człowiek uważa pewne aspekty swojego życia za trudniejsze. Ale nie mogę narzekać. Wiedziemy spokojne, normalne życie. Jesteśmy zgraną i kochającą się rodziną. Ze względu na zawód Bartka tak naprawdę poświeciłam całe swoje dotychczasowe życie, jednak tu gdzie jestem, staram się nadal realizować swoje plany. Trudnym może być poczucie permanentnego „życia na walizkach”. Wynika to z dwóch kwestii. Pierwszą z nich są okienka transferowe (letnie i zimowe). W tym czasie nigdy nie wiemy czy zostaniemy w danym miejscu, czy przyjdzie nam zmienić miejsce zamieszkania. Z perspektywy posiadania dziecka, utrudnia to nasze życie, bo dochodzą tu już wszelkie kwestie przedszkoli, znalezienia odpowiedniego domu (mamy już w tym temacie spore doświadczenie), odpowiedniej opieki medycznej itp., a także podjęcia stałej pracy. Nowy język i czas potrzebny na jego naukę (w naszym mieście mało kto mówi po angielsku) i perspektywa ciągłej zmiany, utrudnia podjęcie np. pracy w zawodzie. Do tego wciąż mamy poczucie, że nie jesteśmy „na swoim”. Mieszkania są drogie, nie widzimy sensu inwestowania w apartament za parę milionów euro (ceny są na prawdę ogromnie wysokie) i urządzania go po swojemu skoro nie zostaniemy tu na zawsze, a może jedynie parę miesięcy. Drugi fakt jest taki, iż w Polsce prowadzę swoją firmę. Mamy tam też najbliższą rodzinę oraz znajomych. Staram się raz w miesiącu podróżować w rodzinne strony, aby dopilnować spraw firmowych i spędzić czas z bliskimi. Dbamy o to, by Leo miał dobry kontakt z dziadkami, kuzynostwem, czy wujkami i ciociami - to dla nas bardzo ważne. W okresie letnim, staram się też wrócić do tańca i prowadzę wakacyjne zajęcia dla dzieci. Ciągłe podróże (najczęściej odbywam je samotnie z Leo bez pomocy, z kilkoma przesiadkami, plus dodatkowo kilka godzin jazdy autem) trochę męczą. Ale już nie narzekam. Przywykłam. Ten sport daje nam możliwość doświadczyć trochę innego życia. Możemy poznać różne kultury, mieszkając w innych krajach. Jesteśmy już razem długo i przez ten zmieniłam odrobinę podejście do życia.


Ogląda Pani wszystkie mecze Bartka?


- Tak, oglądam mecze mojego narzeczonego. Kibicujemy całą rodziną. Jeśli mamy możliwość pójścia na mecz i odbywa się on o rozsądnej porze, to oczywiście jesteśmy z Leo na trybunach. Kiedy mieszkaliśmy w Polsce, często w trakcie meczu byłam w pracy, więc ratowały mnie tekstowe relacje w Internecie. Zawsze też moja Mama wysyła mi wiadomości

o aktualnej sytuacji meczowej .


Czy jeśli miałaby Pani taką możliwość, zmieniłaby Pani zawód Bartka?


- Poznałam Bartka jako piłkarza. Myślałam wtedy, że to takie jego hobby, gra po uczelni na orliku. Potem okazało się jednak, że poświecił temu całe dzieciństwo i nastoletnie życie.

To ogrom wyrzeczeń, o których mało kto zdaje sobie sprawę. Ja to doskonale rozumiem.

Moje dzieciństwo było bardzo fajne, ale miałam dużo zajęć pozalekcyjnych, równocześnie

chodziłam do zwykłej szkoły, a popołudnia spędzałam w szkole muzycznej czy aktorskiej,

później studiowałam kilka fakultetów jednocześnie. Byłam tancerką przez bardzo wiele lat.

Zaczęłam prowadzić zajęcia, uczyć się zawodu instruktora, mając 16 lat. Nie biegałam

tak często z rówieśnikami po osiedlu, nie miałam czasu na nudę. Po prostu dobra organizacja pozwoliła mi na przyjemności i naukę, ale także pracę i tym samym niezależność finansową. Dlatego świetnie rozumiemy siebie wzajemnie w tym temacie. W przypadku piłkarza droga nie jest łatwa. Jeśli w końcu uda mu się zaistnieć np. w Ekstraklasie, to trzeba mieć, oprócz umiejętności, sporo szczęścia. Nie ma czasu na imprezy z kolegami, bo trzeba dbać o dietę i regenerację organizmu. Dochodzi do tego indywidualna praca na siłowni, ćwiczenia stabilizacyjne, praca z fizjoterapeutami, aby zminimalizować ryzyko kontuzji. Jest tego całkiem sporo. Ale tym samym oboje wiemy co to znaczy praca i poświecenie dla pasji. To dobre cechy, które chcemy przekazać naszym dzieciom. Dlatego nie wyobrażam sobie Bartka w innej roli. Piłkarz na pewnym poziomie rozgrywek łączy pasję z pracą. I to jest świetne, że sportowcy robią to co kochają. Mają oczywiście przy tym mnóstwo wyrzeczeń, ale jeśli są już na pewnym poziomie, to również zarobki są bardziej adekwatne do sytuacji. Co innego stanowią plany na przyszłość po zakończonej karierze. Kariera piłkarska jest stosunkowo krótka i nieprzewidywalna, dlatego pieniądze staramy się dobrze inwestować. Mamy bardzo dobrze zabezpieczoną przyszłość. Czasy się zmieniły. Zawodowi sportowcy są już bardziej świadomi i często myślą o tym, by po zakończonej karierze wieść spokojne życie. Bartek wie czego chce. Skupił się na piłce i sukcesywnie dąży do swoich celów. Reasumując - zmiana zawodu nie byłaby konieczna.




Bartek odnosi sukcesy w sporcie, ale Pani również ma na swoim koncie wiele osiągnięć.

Macierzyństwo, własny biznes, edukacja i kariera sportowa partnera. Jak udaje się to Pani

wszystko połączyć?


- Wszystko da się zrobić, jeśli się tego chce. Nie jest łatwo, ale chyba moja dobra organizacja

ułatwia mi realizację moich celów. Może nie robię wszystkiego od razu, ale stopniowo

i przede wszystkim uczę się na swoich błędach. Mam za sobą 21 lat kariery tanecznej, w tym 8 lat pracy z dziećmi i młodzieżą, jako choreograf i instruktor tańca. Dopóki mogłam pracować w tym zawodzie, starałam się łączyć studia z podróżami do Bartka, a nawet i później początkami macierzyństwa (Leo tańczył ze mną w brzuchu do 7 miesiąca ciąży włącznie). Uważam, że w życiu trzeba próbować wielu rzeczy. Ja lubię poszerzać horyzonty, dlatego skończyłam kilka kierunków, ale poniekąd z pokrewnymi specjalizacjami, by móc w przyszłości nabytą wiedzę wykorzystać na różnych polach zawodowych. Nigdy nie wiem co przyniesie los. Tak jak wspomniałam wcześniej, praca na pełen etat nie wchodziła w grę ze względu na nasz związek i częste podróże z tym związane. Dlatego 5 lat temu, założyłam własną firmę. Zainwestowałam w nią własne pieniądze, które zarobiłam będąc tancerką i choreografem. Myślę, że człowiek najbardziej docenia to, co osiągnie, gdy przejdzie już przez wszystkie „szczeble” zawodowe. Własna firma, nawet odzieżowa, bo wielu ludzi z tego szydzi, to biznes jak każdy inny. Jest ogrom pracy przy jej prowadzeniu. Chodzi o pracę twórczą, aspekty prawne, logistykę, spedycję, marketing i PR oraz odpowiedni kontakt z Klientem. Tworzę wszystko sama. Mam pewną koncepcję w głowie. Jednocześnie

wychowuję Synka i od jakiegoś czasu pracuję jeszcze w zupełnie innej branży. Staram się

wyciągnąć z życia jak najwięcej. Nie lubię siedzieć bezczynnie w domu, dlatego rozwijam się. Od trzech lat przede wszystkim skupiam uwagę na Leo, bardzo dużo z nim pracuję i widać tego efekty z czego jestem szalenie dumna. Leoś to wspaniały chłopak, wokół, którego kręci się nasz świat. Syn jest ze mną w domu, udało mi się pogodzić na tyle obowiązki

(we Włoszech pracuję zdalnie), że bez pomocy innych osób, mogę normalnie funkcjonować.

Bartek też świetnie zajmuje się Leosiem. Mamy od zawsze podział obowiązków w domu,

ponieważ jego wychowaniem zajmujemy się wspólnie. W Polsce mam ogromne wsparcie ze strony Rodziców oraz Teściów i dzięki temu, mogę skupić się na pracy. Teraz czeka nas kolejny etap w życiu Leosia, czyli przedszkole.


Czy w Waszym domu najważniejsza jest piłka?


- Piłka jest ważna, podporządkowaliśmy temu całe życie, to oczywiste. Ale najważniejsza jest

dla nas Rodzina. Dbamy o siebie wzajemnie, skupiamy się na wychowywaniu Leo. Chcemy,

by był zawsze szczęśliwy i to właśnie jest dla nas najważniejsze.


Kto jest największym fanem Pani Partnera? Pani czy syn?


- Oboje jesteśmy wiernymi fanami. To nie podlega dyskusji i porównaniom. Dla Lea, Tata zawsze jest najlepszy, a ja zawsze kibicuje Bartkowi.




Chciałaby Pani, by Bartek grał w polskim klubie?


Fajnie by było, gdyby kiedyś Bartek wrócił do któregoś klubu w Polsce. Jednakże,

aby realizować piłkarskie marzenia, bardzo bym chciała, aby jak najdłużej grał zagranicą.

Oboje, za parę lat, chcemy wrócić do Polski, dlatego powoli planujemy nasze życie

po karierze Bartka.


Temat koronawirusa jest długi i szeroki. Z resztą wypowiadali się już Państwo w tym temacie. Chciałam tylko zapytać czy możecie już stwierdzić, że wszystko jest w porządku i jesteście zdrowi?


- Tak, jesteśmy zdrowi. Bartek przeszedł szereg badań i wszystko jest w porządku. Rozegrał już sporo spotkań w podstawowym składzie. Nadal trzymamy się wszelkich zasad i bardzo

uważamy. Nie kusimy losu.


Jaki najlepszy moment z kariery Bartka, najbardziej zapadł Pani w pamięć?


- Przejście z Lecha do Legii na pewno zapadło mi w pamięć, ale głównie dlatego, że rozwinęło go piłkarsko i otworzyło drzwi do dalszej kariery. To była świetna decyzja. Później gra Bartka w Lidze Mistrzów za czasów Legii. Jeździłam mu kibicować na wszystkie możliwe mecze. To niesamowite uczucie. Kiedyś zwiedzaliśmy razem Santiago Bernabeu i Bartek mówił do mnie, że „fajnie byłoby tu kiedyś zagrać”. Później małe marzenia się spełniły i na tym stadionie faktycznie grał przeciwko Realowi Madryt. Mimo bolesnych porażek całej drużyny, byłam z niego ogromnie dumna. Było też widać, że gra całej drużyny weszła wtedy na lepszy poziom. Jak dotąd Legii więcej nie udało się dojść do tego etapu rozgrywek, dlatego cieszę się, że dołożył on swoją „cegiełkę” do historii tego Klubu. Jest jeszcze kilka takich fajnych momentów, takich jak gol Bartka w meczu Legia vs. Lech, albo mecz Sampdorii czy Reprezentacji Polski, kiedy pierwszy raz przyszłam na trybuny z malutkim Leosiem.


Gdyby mogła Pani wybrać jakikolwiek klub, w którym grałby Bartek, jaki byłby to Klub?


- Marzeniem z dziecięcych lat Bartka od zawsze było Manchester United.


Jakie macie plany na przyszłość? Czy z takim trybem i tempem życia raczej ciężko cokolwiek zaplanować?


- Mamy bardzo dużo planów. A czy uda nam się je zrealizować? Zobaczymy. Jesteśmy dobrej myśli. Na pewno chcemy wybudować dom i poczuć w końcu, że jesteśmy u siebie. Co jakiś czas chcemy podróżować i poznawać Świat. Z perspektywy zawodowej, w końcu będę mieć więcej czasu na realizację swoich założeń i planów. Mam kilka pomysłów, ale muszę być już w jednym miejscu żeby tego dopilnować. Całkowicie zaplanować nie możemy jeszcze nic, ale odpowiednio się do tego przygotowujemy, mądrze inwestując zarobione pieniądze, aby łatwiej zacząć życie „po karierze w piłce”.


Wyobraża sobie Pani Wasze życie bez futbolu?


- Wyobrażam sobie życie bez futbolu  Mam tu na myśli zakończenie kariery piłkarskiej

Bartka, bo pewnie sam futbol zawsze będzie obecny w naszym życiu. Trochę się boję, jak

to będzie wyglądało. W końcu to psychicznie duży szok dla sportowca, ale Bartek to mądry

i inteligentny facet, więc razem damy radę. Chcę, żeby ten czas wykorzystał maksymalnie i aby po zakończonej karierze mógł powiedzieć, że jest dumny ze swoich osiągnięć.



362 wyświetlenia
  • Facebook Szpilki na trybunach
  • Instagram Szpilki na trybunach
  • Twitter Szpilki na trybunach

©2020 by Szpilki na trybunach. Stworzone przy pomocy Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now