Klaudia Berda z pasją w genach!

Klaudia jest doskonałym przykładem na to, że jak się tylko chce, można osiągnąć na prawdę dużo. Połączyć dwie pasje w jednym miejscu i to jeszcze zarobkowo? Bardzo proszę! Zarazić całą rodzinę miłością do piłki? Świetnie! Ta młoda dziewczyna jest dopiero na początku swojej kariery, a już może się pochwalić niezłym dorobkiem! A co będzie dalej...?


fot. Przemysław Szyszka

Jak zaczęła się Pani przygoda z piłką nożną?


Pasją do sportu, a szczególnie piłki nożnej zaraził mnie tata z dziadkiem - w domu zawsze leciał jakiś mecz czy relacja z większej imprezy sportowej. Jeśli dobrze pamiętam, w trzeciej klasie szkoły podstawowej dołączyłam do szkolnej, kobiecej drużyny piłkarskiej. Z perspektywy czasu była to bardziej zabawa, niż trenowanie na poważnie. Mam jednak wiele ciekawych wspomnień z tamtego okresu. Dwa momenty, które szczególnie zapadły mi w pamięć to zakup pierwszych korków oraz sparing przeciwko drużynie Medyka Konin. Taka prawdziwa przygoda rozpoczęła się jednak sześć lat temu - to wtedy pierwszy raz byłam na meczu Lecha Poznań, na stadionie przy Bułgarskiej. Pamiętam, że Kolejorz wygrał 2:0 z Lechią Gdańsk, a jedynym zawodnikiem, którego wtedy kojarzyłam był… Łukasz Teodorczyk. Tak się zaczęło i trwa do teraz.


Jaki jest Pani ulubiony klub polski i zagraniczny?


Z polskich - oczywista oczywistość - Lech Poznań. Z zagranicznych? Hmm… to trudne pytanie (śmiech). Najbardziej związana jestem z naszą Ekstraklasą. Gdybym miała jednak wybrać byłaby to Sampdoria. W drużynie jest akcent z Lecha - Karol Linetty, któremu wspólnie z tatą bardzo kibicujemy. Doskonale wiemy, że sytuacja na świecie jest teraz trudna, natomiast mam ogromną nadzieję, że kiedyś uda nam się dotrzeć do Genui na mecz!


fot. Przemysław Szyszka

Uważa się Pani za ekspertkę w dziedzinie futbolu?


Zdecydowanie nie. Uwielbiam piłkę nożną, można powiedzieć, że trochę się na niej znam, ale do ekspertki mi daleko.


Wiąże Pani piłkę nożną ze swoją karierą zawodową, czy jest to jedynie Pani hobby?


Mogę powiedzieć, że to pasja, która z czasem stała się pracą. Tak naprawdę zaczynałam od wolontariatów związanych z piłką nożną, pływaniem czy lekkoatletyką. Miałam również okazję współpracować z Polonią Poznań, gdzie zajmowałam się robieniem relacji fotograficznych oraz pisaniem tekstów na stronę. Natomiast, od niecałych trzech lat spełniam się w miejscu, do którego zawsze chciałam trafić, czyli w Lechu Poznań. Na samym początku byłam przewodnikiem po poznańskim stadionie. Bardzo lubię pracę z ludźmi, także możliwość kontaktu z taką liczbą osób z całej Polski, jak i zagranicy była dla mnie ekscytująca. Następnie trafiłam na staż do działu marketingu. To jednak nie koniec, ponieważ… przez trzy miesiące, w zastępstwie, pełniłam obowiązki asystentki Zarządu. Swoją przygodę zakończyłam w dziale ticketingu, w którym aktualnie działam. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że przez ten czas miałam okazję poznać Klub od środka z kilku różnych perspektyw.


Jaki najciekawszy moment związany z piłką nożną przeżyła Pani jak do tej pory?


To trudny wybór, ponieważ takich momentów było mnóstwo. Mam jednak dwa takie, które zostaną w pamięci na dłużej. Pierwszy związany z fotografią, które od niespełna dwóch lat jest moją drugą pasją. Był to mecz Lecha z Wisłą Płock. Zrobiłam wtedy mnóstwo zdjęć, jednak brakowało mi tej „truskawki na torcie”. Była 72. minuta - bramkę zdobył Christian Gytkjaer i po golu… zaczął biec w moim kierunku, na wprost obiektywu! Tak powstało jedno z kluczowych zdjęć w moim sportowym portfolio. Drugim momentem była Kobieca Eskorta Lecha Poznań. Przed meczem z Górnikiem Zabrze, piłkarzy na boisko wyprowadzały nie dzieci, a kobiety pracujące w Kolejorzu. To była niepowtarzalna okazja spełnić swoje marzenie z dzieciństwa!


fot. Klaudia Berda
fot. Przemysław Szyszka

Z kim zwykle ogląda Pani mecze?


Zajawkę” na Lecha złapałam w liceum. Konin jest oddalony od Poznania o 100 kilometrów, jednak staraliśmy się z tatą pojawiać na każdym meczu domowym. Nie ważne było, że po pracy, że na drugi dzień sprawdzian z historii, że mecz o 20:30. Ważne było to, aby zobaczyć Kolejorza na żywo. Kiedy trafiłam do Klubu, możliwość oglądania meczów zaczęła być uzależniona od obowiązków meczowych. Czasami widzę 70% spotkania, a czasami 10%. Wszystko zależy od tego, co podczas danego dnia meczowego jest do zrobienia.


Dużo zna Pani kobiet, które interesują się piłką nożną? Pani znajome podzielają tę pasje?


Tak naprawdę koleżanki, które podzielają moją pasję poznałam w pracy (śmiech). Kiedy się nad tym zastanowię to w najbliższym otoczeniu nie jest tych kobiet tak dużo. Jednak, co ciekawe, do grona zainteresowanych piłką nożną należy również moja mama i babcia, które trochę przesiąknęły tą piłkarską atmosferą. Wiele meczów wyjazdowych Lecha oglądamy przed telewizorem wspólnie z całą rodziną!


Co Panią fascynuje w piłce nożnej?


Myślę, że nieprzewidywalność i emocje, które temu towarzyszą. Czasami kibicowanie można porównać do jazdy na kolejce górskiej. Nieodłączną częścią sportu są wzloty i upadki. Kiedy wejdziesz w ten świat w 100% przeżywasz każdy mecz, tak jakby był tym ostatnim, najważniejszym. Po wygranej jest niesamowita radość. Po porażce przychodzi rozżalenie. Ale zawsze chcesz więcej i więcej. Chociażby teraz, rozgrywki zostały zawieszone i człowiek zaczyna tęsknić za tymi sportowymi emocjami… Dlatego z niecierpliwością odliczam dni do wznowienia ligi.


Czy kiedykolwiek czuła Pani, że mężczyźni nie wierzą, że zna się Pani na piłce nożnej?


Nie raz i nie dwa (śmiech). Myślę, że najbardziej bezpośrednio dało się to odczuć w momencie, kiedy pełniłam funkcję przewodnika po stadionie. Kiedy mężczyźni dowiadywali się chwilę przed wycieczką, że przewodnikiem jest kobieta zdziwienie było niemałe. Z czasem się jednak przyzwyczaiłam. Największą satysfakcją było to, że podczas zwiedzania lub na zakończenie sami często przyznawali, że byli w błędzie. Jak widać dziewczyna też może znać się na piłce!


fot. Przemysław Szyszka

Ludzie bywają zaskoczeni Pani zainteresowaniem piłką nożną?


Wydaje mi się, że Ci, którzy dobrze mnie znają nie są zaskoczeni. Od dłuższego czasu futbol obecny jest w moim życiu, więc są przyzwyczajeni. W przypadku nowo poznanych osób, ta informacja czasami może dziwić.


Wyobraża sobie Pani życie bez piłki?


Byłoby ciężko, zważywszy na to, że piłka nożna to spora część mojego życia. Pomimo, że mam dopiero dwadzieścia trzy lata to ogrom wspomnień i niezapomnianych momentów jest związanych właśnie z tą dyscypliną.


fot. Przemysław Szyszka

#piłkanożna #kobieta #futbol #lechpoznań #pilkanozna

624 wyświetlenia
  • Facebook Szpilki na trybunach
  • Instagram Szpilki na trybunach
  • Twitter Szpilki na trybunach

©2020 by Szpilki na trybunach. Stworzone przy pomocy Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now